sobota, 19 maja 2012

Rozdział 5

Minął miesiąc, nadal byłam na skraju załamania. Straciłam 3 najważniejsze osoby w moim życiu, przez także ważną dla mnie osobę. A raczej jej impulsywność i głupotę. Siedziałam na ławce w parku. Były już wakacje. Mało ludzi został w mieście, większość gdzieś powyjeżdżała, więc miałam spokój. Byłam ubrana w KLIK i KLIK. Za kilka godzin miałam iść na randkę do kolesia, którego musiałam zabić. Szkoda, bo był całkiem fajny. Od śmierci Harrego zabiłam 18 osób. 10, bo byłam głodna, resztę na zlecenie Damona. Nasze stosunki się nie polepszyły. Nie rozmawiamy ze sobą.
Szłam sobie jedną z uliczek, w parku, nagle usłyszałam z sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się. Za mną stał Damon. Prychnęłam i chciałam odejść, ale on zaszedł mi drogę.
-Czego? Znowu mam kogoś zabić. Jeszcze dzisiaj idę z Mickiem.
-Nie. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu.
-Super- odpowiedziałam sarkastycznie.
-Hej, teraz to ty jesteś oschła.
-A co? Mam się cieszyć, że zabijasz każdego, na kim mi zależy? A wiesz co....- zatrzymałam się na moment.- Masz rację, wybaczam ci. Sama nie jestem lepsza. Wybaczam ci, ok?
-Tak, nawet wspaniale.- uśmiechnął się do mnie. Tak dawno się do mnie nie uśmiechał. Brakowało mi tego.
-Fajnie.
-No to jak tam.
-Nie najgorzej. Bycie tym czymś ma swoje plusy. Mogę wyłączyć wszystkie uczucia i być bezlitosnym, bezwzględnym potworem. Coś jak ty.
-Dziękuję z szczerość.
-Nie ma za co.
-Jest. Jeszcze nikt nie był wobec mnie taki szczery. Każdy kto wie kim jestem się mnie boi. Ty nie... lubię to.
-Cieszę się.
-Nadal jesteś oschła. Wolałem cię jak jednak miałaś uczucia.
-Tak mi jest łatwiej. Nie czuję tyle bólu.
-Ale i tak cię to zmienia.- po tych słowach włączyłam swoje emocje i uczucia. Wróciło do mnie moje człowieczeństwo. Faktycznie mnie to zmieniało.Poczułam to coś... to bezpieczeństwo, które czuję gdy jestem z nim.
-A może..- nie skończyłam, bo zaczęło padać. Oboje w ciągu sekundy znaleźliśmy się pod altanką, która na całe szczęście nie przemakała. Spędziliśmy tak ok. godziny, śmiejąc się i wygłupiając. Cieszyłam się z tego jaki stawał się gdy miał dobry humor. Po części wiedziałam, że to ja tak na niego wpływam, ale przy mnie zachowywał się jak normalny człowiek, a nie szatan. Cieszyło mnie to. W końcu przestało padać. Było już ciemno. Wracając z Damonem do mnie, czułam na sobie czyjś wzrok. Jakby ktoś nas śledził. I nie myliłam się. W pewnym momencie ktoś złapał mnie w pasie, od tyłu i pojawiłam się w zupełnie innym miejscu. Było ciemno i zimno. Nagle rozbolała mnie głowa. i to okropnie. Jakby ktoś traktował mnie milionem ultra dźwięków, i rozwalał mi czaszkę od środka. Mimo ogłuszenia próbowałam się wydostać, ale na marne. Nawet nie wiedziałam kto to. Poczułam jak zakłada mi kajdany na ręce i nogi, tak że byłam nogami przygwożdżona do podłogi, a ręce trzymały się na łańcuchach przyczepionych do sufitu. W dodatku były całe w jakimś kwasie, czy coś i paliło mi to skórę. Próbowałam walczyć, ale nie długo wytrzymałam. Straciłam przytomność.
*oczami Damona*
Ktoś porwał Emily. Jedyną osobę, która sprawia że się uśmiecham. Jest wspaniała, inteligentna, odważna, ładna, szczera, wygadana, pomysłowa. Kiedy tak myślałem nagle coś mnie zabolało. Głowa zaczęła mi pękać, a ja dobrze wiedziałem, że tak się dzieje jak jestem w miejscu świętym. Ktoś, kogo dusze posiadam jest właśnie w kościele. Miałem nadzieję, że nie Em, choć to było bardzo prawdopodobne...
*oczami Emily*
Nie wiem ile byłam nieprzytomna. Nadal było mi strasznie słabo, bolały mnie nadgarstki i głowa. Otworzyłam oczy, przede mną stał...Harry? Tak, to on. moment... to ja nie żyję? Albo mam halucynacje.
-Em? Emily?- to był on. Hazza. To jego głos.
-Tak?- było mi trochę lepiej. To na pewno był on. Gdziekolwiek byliśmy, na szczęście byłam z Harrym.
-Och, tak się cieszę. Kochanie to ja, Harry- w tedy wszystko ustało. Ignorowałam ból. Stałam tak i przyglądałam się Harremu, ale coś mi nie pasowało.Coś było nie tak jak dawniej. Oczy. Miał kompletnie czarne tęczówki, jak ja, Damon i wszystkie istoty ze świata cienia.
-Harry. Co ty tu? Gdzie ja jestem?
-W kościele. Dlatego tak boli cię głowa- no właśnie. Ból zaczął się natężać.-Należysz do Damona. A on jest szatanem. Tu ty i twoja dusza cierpicie.
-Damon też?
-Bardzo prawdopodobne.
-To może mnie stąd wyciągnij!- byłam zirytowana. powinien mnie ratować, a nie tłumaczyć okoliczności. Nawet nie dociekałam skąd wie o wszystkim, ani jakim cudem w ogóle żyje.
-Nie
-Co?
-Nie- odpowiadał bardzo spokojnie. Był pewien tego co mówi.
-Ale aHrry! Po co ty tu w ogóle? I czemu ja? Jak?
-Wróciłem, bo swoja duszę oddałem Bogu. Ty i ja jesteśmy tu, żeby cię ratować.
-Jak chcesz mnie ratować, debilu, to mnie stąd zabierz!
-Nie.
-Harry!
-Nie- traciłam cierpliwość.
-Już.
-Nie
-Co ty zamierzasz ze mną zrobić?
-Nawrócić cię.
-E?
-Będziesz tak cierpieć, że ty i twoja dusza wyzwolicie się od niego. No i nie ukrywam, że wasze uczucia względem siebie, bardzo mi to ułatwiają.
-Jesteś idiotą! Tego się nie da cofnąć!
-Da!
-Nie!
-Tak, kochanie- był niesamowicie spokojny, mimo tego, że tak cierpiałam.
-Harry, to boli.
-Wiem i jest mi z tego powodu bardzo przykro.
-Kłamiesz- powiedziałam nagle. Byłam pewna. To już nie był on. On mnie nie chciał ratować.Kłamał. To wszystko o Bogu i w ogóle. Oczy. On nie był dobry. Oddał się czemuś. Teraz kierowała nim tylko nienawiść , złość i żądza zemsty. Ja byłam tylko narzędziem. Chodziło o Damona. Chciał go tu zwabić. Nie byłam głupia. Kto jak kto, ale ja znałam go na wylot.
-Co?!- był wściekły.
-Kłamiesz. Widzę to- tym razem to ja mówiłam spokojnie.
-Nie.
-Tak, znam cię. Podaj prawdziwy powód.
-Nie kłamię.
-Czemu tu jesteśmy?- nie dawałam za wygraną.
-Mówiłem- był coraz bardziej zniecierpliwiony. o to chodziło.
-Nie. kłamałeś. Podaj prawdziwy powód. Do kogo należysz? Oboje chcecie Damona.
-Nie.
-Tak
-Nie.
-Tak
-Nie.
-Tak- to głupie, ale grałam na zwłokę. Moja rEka powoli wysuwała się z metalu. Potrzebowałam odrobiny czasu. -Harry. to nie ty. Kłamiesz. Mów. Teraz.
-Nie kłamię. Emily, zrozum kocham cię- pocałował mnie na siłę.
-Owszem, kłamiesz. Robisz to, bo jesteś zazdrosny. O mnie i Damona. Robisz to, bo twój pani ci kazał- no i trafiłam w ten punkt. Rzucił się na mnie. W tym samym momencie moja ręka wyswobodziła się z uwięzi. Duga także, ale nie zdążyłam zareagować. Uderzył mnie, z dużą siłą. Zabolało. nie chciłam tego robić, ale mu oddałam. Poleciał na ścianę. Zerwałam łańcuchy z nóg i popędziłam się na niego. Złamał mi rękę, którą od razu sobie nastawiłam i zrosła się w ciągu sekundy. Przycisnęłam go do ściany, jedną ręką go dusząc.
-Mów. Już!
-Nie.
Sprzedałam mu mocnego kopa.
-Proszę.
-Nie.
Łup. Harry poleciał na kolejną ścianę. Podniosłam go i znów do niej przygwoździłam.
-A teraz?
-Nie i tyle. Nic ci nie powiem- tym razem cisnęłam nim o jakieś biurko.
-Ok, twój wybór- powiedziałam. Harry zaliczył kolejną ścianę. Rozciął sobie rękę o rozbite szkło. Podeszłam i kopnęłam go tak, że poleciał 2 metry, rąbnął w drzwi. Otworzyły się i loczek wleciał na konfesjonał.
-Nic nie powiem- pochyliłam się nad nim z zamiarem uderzenia go, ale poczułam ten zapach. Cudowny, słodki, metaliczny, oszałamiający zapach krwi. Moje oczy zrobiły się czerwonawe,a twarz zaczęła pękać. Tak działo się kiedy instynkt łowcy brał górę, a ja zamierzałam pożywić się na kimś, co było równoznaczne z jego śmiercią. Spojrzałam na niego. Tym razem bez uczuć, o ile wtedy czułam złość i irytację, teraz liczyła się tylko krew. Dostrzegłam strach w jego oczach. W jego zielonych oczach. ZIELONYCH?!
To był on.To strach był potrzebny, żeby go odzyskać, ale było już za późno. Rzuciłam się na niego i wbiłam swoje ostre kły w jego tętnicę. Po kilku łykach puściłam. Harry wciąż żywy, ale mało przytomny osunął się na podłogę, po czym zaczął odczołgiwać się jak najdalej ode mnie. Popatrzyłam w jego oczy. Nadal zielone. Zrobiłam krok do przodu.
-Nie!!! Nie podchodź!
Bał się mnie. On się mnie bał. Naprawdę. Co ja zrobiłam? Kocham go, a skrzywdziłam go.
-Ale.. o matko! Harry.
-Nie... nie podchodź do mnie nawet.
-Przepraszam..
-Idź, odejdź. jesteś potworem- to zabolało. Zabolało bardziej niż cokolwiek innego. Sama często tak o sobie mówiłam, ale to było coś innego. Straciłam go. Znałam zasady. Byłam pewna, że juzż mi nie zaufa i nigdy mnie nie pokocha. Powie. Wszystkim. Musiałam... takie były zasady.

piątek, 18 maja 2012

Rozdział 4



Obudziłam się o 11.00. Była sobota. Nie chciało mi się wstawać. Właściwie nie chciało mi się nic rozbić. Na samo przypomnienie wczorajszej rozmowy z Damonem, od razu, mimowolnie się uśmiechnęłam. Wstałam z łóżka i usłyszałam jakieś odgłosy z dołu. To była babcia i ktoś jeszcze. Chciałam zejść i zobaczyć kto to, ale byłam tylko w piżamie. A raczej bokserkach i koszulce Harrego. Zawsze tak spałam. Moment... ten głos, znam ten głos...
-HARYYYY!!!- wydarłam się na całe gardło, zbiegłam na dół i rzuciłam się ukochanemu na szyję.
-Cześć Em.- pocałował mnie na powitanie.
-Co ty tu robisz? Miałeś być jutro.
-Chciałem ci zrobić niespodziankę, ale skoro nie chcesz- udawał, że jest smutny.
-Oczywiście, że chce!-pocałowałam go. Uśmiechnął się. Kochałam te jego dołeczki.- Ale wieczór mam zajęty...-popatrzył na mnie pytająco.- No przychodzi koleżanka.
-Ok. Do wieczora jesteś moja- wziął mnie na ręce i zabrał do mnie do pokoju. Babcia się uśmiechnęła.
***
Dochodziła 19.00. Siedzieliśmy z Harrym u mnie w pokoju. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Poruszyliśmy temat rodziców. Oczywiście nie wspomniałąm nic o Damonie. Cały czas się śmiałam. Do drzwi zadzwonił dzwonek.
-Emily! Ktoś do ciebie! Ja idę do sklepu!- krzyknęła babcia. 
Zerwałam się z łóżka i zbiegłam na dół. Hazz oczywiście pobiegł za mną.
Przede mną stał, jak zwykle cały na czarno ubrany Damon, posiadacz mojej duszy i po części moich uczuć, choć uparcie nie dopuszczałam do siebie tej myśli.
-Dobry wieczór, kochanie-posłał mi najpiękniejszy ze swoich uśmiechów.
-Hej.
-Kto to?- no tak Harry. Musiał za mną schodzić na dół?!
-Eee... to jest...- nie wiedziałam w sumie co powiedzieć.
-Jestem Damon, przyjaciel Emily- przedstawił się.
-A tak, hej, Harry. Jej chłopak.- na te ostatnie słowo Damonowi coś rozbłysło w oczach, ale od razu to opanował.
-Miło mi. Idziemy? Twój chłopaczek chyba poradzi sobie bez ciebie przez 3-4 godziny?
-Tak, dam sobie radę. Emily, nie miałaś gdzieś wyjść z koleżanką?
-Harry...
-Ok. Nie gniewam się.
-To pa, ja idę.- rzuciłam i już chciałam wychodzić, ale Harry przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Nie tak jak zwykle, jakby nie chciał mnie zranić, delikatnie.Nie puszczał mnie przez jakieś pół minuty. Wiedziałam, że robił to na pokaz. Ach, mój kochany zazdrośnik.
Kiedy w końcu wyswobodziłam się z objęć loczka, podeszłam do "pana złego" i zamknęłam za sobą drzwi.
-Strasznie drażliwy ten Harry- stwierdził Damon.
-Byłeś nie miły...
-Przepraszam
-Ok.
Resztę drogi do lasu przeszliśmy w milczeniu. Stanęliśmy dokładnie w tym samym miejscu, w którym poprzednio się zgubiłam.
***
Po 3 h, byłam nauczona wszystkiego. Byłam nadzwyczajnie szybka i silna, zabiłam 1 osobę i pożywiłam się. W końcu zahamowałam ten głód. Damon powiedział, że mogę wyłączać swoje emocje i uczucia, co pomogło. Inaczej nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła.
-Wszystko umiesz. Idziemy- cały czas był jakiś inny, niż poprzednim razem.
-Ej...
-Co?
-Dlaczego taki jesteś?
-Jaki?
-Oschły, zimny, nie tak jak wczoraj..
-A czego ode mnie oczekujesz?- chyba się denerwował.
-Trochę radości...
-Radości?! Emily, czy ty nie rozumiesz że jestem diabłem? Nie będę się cieszył. Twoja obecność tak na mnie wpływa, co nie jest dobre! Nie będę szczęśliwy!!! Koniec. Odprowadzić cię?
-Nie dzięki, umiem chodzić.
-Wątpię. Nie trafisz.
-Dam rade.
-Jak sobie życzysz- powiedział i znikł.
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie. Po 5minutach zadzwonił mój telefon.
-Tak?
-Emily Blake?- spytała jakaś kobieta.
-Tak...
-Dzwonię ze szpitala. Mam dla pani przykre wiadomości...- nie, wiedziałam co teraz powie. Albo chodziło o babcię, albo o..- Harry Styles nie żyje.
-Co?! Nie!, Nie, nie nie. Co się stało?
-Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
-Ja...- głos mi się załamywał.- Dziękuję za informacje, Do widzenia.- wykrztusiłam i się rozłączyłam. Stanęłam, nie mogąc uwierzyć, w to co usłyszałam. Zaczęłam płakać.Stałam po środku lasu. Sama. Była noc. Powinnam wracać do domu, ale nie obchodziło mnie to. Teraz nic mnie już nie obchodziło i miałam wszystko gdzieś, całe moje życie się zawaliło. Chciałam nie żyć. Chciałam żeby ktoś mnie zabił, z resztą sama bym to teraz chętnie zrobiła. Jedynym co mnie utrzymywało przy życiu było to, że jetem nieśmiertelna...
W tej chwili pojawił się Damon. Bez słowa, po prostu podszedł do mnie i mnie przytulił. Staliśmy tak dłuższy czas, moje łzy mocno zmoczyły mu koszulę, a on tylko mnie głaskał. po chwili oderwałam się od niego,
-Ty! To ty go zabiłeś!
-Ja...Nie chciałem, to tak wyszło. Byłem zły, przepraszam, żałuję...- widać było, że mówi prawdę. Żałował. nie mogłam w to uwierzyć. najgorsza istota na świecie, żałowała, że kogoś zabiła. A robił to już nie raz.
-Ale..
-Wybacz mi, proszę...- wziął mnie za rękę.
-Nie mogę... Znaczy, wierzę że ci przykro, ale to był mój Harry. Ja go kochałam.
-Mówiłem, że przepraszam.
-Tak, ale nie może być tak, że robisz coś takiego. Że zabijasz kogoś ze złości. To nie powód!- mówiłam przez łzy.- Twoje przepraszam mi go nie odda!- byłam wściekła, choć wiedziałam, że jeśli powiem o jedno słowo za dużo to może mnie zabić.- Przyjmuję twoje przeprosiny, ale nie wybaczam.
Odwróciłam się na pięcie i biegiem ruszyłam do domu babci. Ledwo zamknęłam za sobą frontowe drzwi, osunęłam się na ziemie i płakałam. Tak chyba przez całą noc..

sobota, 12 maja 2012

Rozdział 3

3 dni później
Rodzice nie żyją, mieszkam z Buffy u babci, podpisałam umowę z diabłem i co bym nie zrobiła, jestem głodna, a w tej chwili moim największym problemem było to, że nie miałam się w co ubrać. Co prawda miałam tu sporo swoich ciuchów, ale dziś był pogrzeb, a ja nie posiadałm nic czarnego. Do pokoju zapukała babcia:
-Tak?- spytałam.
- Em, mam dla ciebie sukienkę. Należała do twojej mamy.Bardzo ją lubiła. Myślę, że będzie na ciebie akurat- położyła śliczną sukienkę KLIK na łóżku i wyszła.
Przymierzyłam ją i KLIK i ze łzami w oczach podeszłam do lustra. Stała w nim średniego wzrostu, blond włosa dziewczyna. Jej długie loki opadały na ramiona. To nie była ta sama Emily, która tak bardzo cieszyła się życiem. Która zawsze była uśmiechnięta i wesoła. Ta Emily miała czarne oczy, lekko przejechane tuszem, ale i tak trochę rozmazane. Była bledsza i chudsza. A co najważniejsze poważna, smutna i bez żadnej nadziei.

***
Po pogrzebie przebrałam się w KLIK i wyszłam się przewietrzyć. W pobliżu był las. Ściemniało się, ale pmyślałam, że zdążę się choć na chwilę przejść. Po 20 minutach nawet nie wiedziałam gdzie jestem. Cały ten czas szłam przed siebie, nie patrząc dokąd. Było ciemno, a między drzewami wiła się mgła. Coraz bardziej się bałam. Widziałam takie sceny w horrorach i najczęściej osoby na moim miejscu raczej marnie kończyły. Chciałam sobie stamtąd iść, ale nie wiedziałam którędy.  Przypomniał mi się w tym momencie mężczyzna, który zamordował moich rodziców. On jak na zawołanie pojawił się tuż obok mnie.
-Matko!- wystrzaszyłąm się.
-Witaj moje droga- mówiąc to pocałował mnie w rękę. Nie wiedziałam co miałam robić. Jeśli naprawdę był tym za kogo się podawał, to wydawał się jakiś miły.
-Hej.
-Potrzebujesz mnie. Zgubiłaś się. No a poza tym chyba mało o mnie wiesz i o naszej umowie także.
-Tak, tak jakby.
-No więc na imię mam Damon. Jestem szatanem jak już wiesz. Od niedawna twoja piękna dusza należy do mnie, co oznacza się ty także jesteś moja. Ze względu na to, że cię polubiłem postanowiłem, ze będziesz przeze mnie i moje demony szanowana. To znaczy, że cię nie zabiję jak na razie, a nawet będę z tobą w dość przyjaznych stosunkach, o ile tego chcesz- popatrzył na mnie pytająco.
-No... chcę. Tak myślę.
-Wiedziałem. Musze przyznać, że jesteś całkiem odważna. Nie wiem czy zauważyłaś, ale jesteś właśnie w środku nocy, w lesie, gdzie nikt cię nie usłyszy, w toważystwie diabła, który prawie jako jedyna osoba na świecie może cię zabic. Ale nic. Choć naprawdę mi to imponuje.
-Taaa. Dzięki. Rzadko boję się, na tyle żeby to okazywać. A poza tym gdybyś chciał mnie zabić, to już dawno byś to zrobił, zamiast stać tak i mi się tu zwierzać- na jego twarzy malował się lekki podziw.
-Mądra dziewczyna. Teraz wyjaśnię ci moja droga, parę spraw. Po pierwsze jesteś nieśmiertelna, oznacza to, że poza mną zabić może cię jedynie, pewna stara, magiczna metoda, której używa się do zabijania czarownic.  Po drugie jesteś nadzwyczajnie szybka i silna. Nie musisz jeść normalnego jedzenia żeby przeżyć. Żywisz się krwią, ale oczywiście nic się nie stanie jeśli będziesz jadła i piła to co zwykle, choć jedyne co ci to beddzie dawać to smak. To cos jak bycie... wampirem.
-Aha...
-Wspaniała. Idealna. Piękna, młoda, odważna, po stracie. A do tego jej korzenie i umięjętności- mówił sam do siebie. To było dość dziwne, i nie wiedziałam o co mu chodzi z tymi korzeniami i umiejętnościami , ale nie to mnie wtedy interesowało.  On był naprawdę przystojny. Czarne oczy, włosy, idealne rysy twarzy. Teraz gdy był w samym T-shircie, było widać, że był dobrze zbudowany. Nawet nie zauważyłam, że staliśmy oboje, wpatrując się w siebie, w ciszy dłuższy czas. W końcu on pierwszy się dezwał:
-Czas się zbierać. Odprowadzę cię do domu. Bardzo ciekawi mnie dlaczego jestes taka spokojna. Przed chwilą dowiedziałaś się, że żywisz się krwią, jesteś nieśmiertelna, pijesz krew i należysz do mnie. I nic. Żadnych emocji?
-Ja raczej nie okazuję emocji. Po prostu. Od zawsze. Potrafię kontrolować strach, smutek albo radość...Teraz moja kolej. Czemu jesteś człowiekiem. Albo po prostu go przypominasz? Nie możesz być kimś innym?
-Mogę. Ale nie chcę. To lubię najbardziej. Człowiek, poza stworzeniami nadnaturalnymi jest najwspanialszą istotą. No i jest mi łatwiej pokazać się w miejscu publicznym pod tą postacią, ale to tylko pozory. Na prawdę jestem aniołem cienia. Takim złym... Teraz ja. Opowiedz mi coś o sobie. O swoim życiu... Chciałbym cię lepiej poznać.
-No więc, na początek, nienawidzę mówić o sobie- Damon zaśmiał się.-  Mam szesnaście lat. Wyglądam... tak jak widzisz. Mieszkam z babcią. Mam chłopaka, nazywa się Harry. Teraz jesteśmy jakby... no, powiedzmy, że zrobiliśmy sobie przerwę. Te ostatnie wydarzenia mocno na mnie wpłynęły i trochę się zmieniłam. On jest teraz w Kanadzie i za 2 dni wraca. Mam psa o mieniu Buffy. To dog niemiecki, arlekin. Dostałam ją 4 lata temu na urodziny.  Eee... mogę przestać? Bo jakoś.. mogę kiedy indziej?
-Ależ oczywiście- cały czas nie odwracał ode mnie wzroku.
-Czy ty masz uczucia?- wymsknęło mi się. Od początku tej rozmowy chciałam o to zapytać. Przez chwilę w ogóle się nie odzywał, więc myślałam już, że powiedziałam coś nie tak.
-Mam. Ale głównie jest to złość, nienawiść, zazdrość, no wiesz, te negatywne. Taka już jest moja natura. Jest mi trudno żywić do kogoś inne uczucie. pozytywne uczucie... choć gdy jestem przy tobie....- powiedział tak cicho, że ledwo usłyszałam Odgarnął mi włosy z twarzy. Zrobiło mi się jakoś dziwnie miło. Choć to kompletnie niedorzeczne, to czułam się przy nim bezpiecznie. Dobrze. Zapominałam o wszystkich moich problemach. Rozmyślając tak zauważyłam że stoimy przed domem mojej babci.
-Pa, do... kiedyś tam.- już chciałam otwierać drzzwi, kiedy on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Pamiętaj, nie pokazuj przy innych, tego kim jesteś. Jutro spotkamy się ok. 19:00. Nauczę cię wszystkiego. Do tego czasu dasz radę wytrzymać z głodem. I...-pogłaskał mnie po policzku.- dobranoc Emily.
-Dobranoc Damon... jeśli śpisz.
-Tak, śpię.- rozbawiłam go lekko moją wypowiedzią.- Do jutra moja droga-powiedział i znikł.

piątek, 11 maja 2012

Rozdział 2

Na kanapie zobaczyłam rodziców. Może nie tyle co rodziców, ale ich zwłoki. Nad nimi stał dość wysoki, przystojny mężczyzna w kruczo czarnych włosach. Wyglądał na ok. 23 lata, miał na sobie czarno-szare ubrania. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i powiedział:
-Emily, kochanie, tak mi przykro...
-Nie! To ty im to zrobiłeś!- byłam wściekła.
-Oj, nie denerwuj się tak- mówił takim spokojnym i opanowanym tonem, że wszystkie te złe emocje opuściły mnie w ciągu sekundy. Byłam zrelaksowana i spokojna.- Ja chcę tylko pomóc. Bo widzisz, ja mogę przywrócić twoim rodzicom życie, w zamian za...
-Za...?- doptywałam się.
-Za twoje. Nie chodzi o twoją śmierć. Raczej o twoją... duszę. Tak! Duszę. Chcę, abyś oddała mi swoją duszę.
-Co?!- nagle oprzytomniałam. -Że co proszę?! Ty ich zabiłeś. Czegoś takiego nie da się odwrócić. I kim ty właściwie jesteś? Czemu ja nie mogę się ruszyć?!
-Och, Emily, Emily... Po co tyle nerwów? To naprawdę trudne do pojęcia, ale zrobię to w zamian za jedną małą przysługę.
-Dobrze- byłam pewna siebie. W sumie to nie wierzyłam w czary i mało mnie to interesowało, jak on to zrobi, ale oni musieli żyć.
-Słucham?- Uśmiechnął się do mnie. Coś było w tum uśmiechu, co mnie zarazem przerażało i pociągało.
-Ok. Zgadzam się. Oddam ci swoją duszę, czy co tam sobie chcesz, ale masz ich ożywić, albo wskrzesić.... Po prostu mają żyć!
-Pięknie!- klasnął w dłonie i szybkim krokiem ruszył w moją stronę.- Jedyne co musisz zrobić to podpisać o to tutaj- wręczył mi jakąś zniszczony pergamin z napisami, w jezyku, którego nie znałam.- I wypowiedzieć pewną formułkę.
-Masz długopis?
-Hahaha!- widać rozbawiłam go tym pytaniem.
-No co?
-Ty naprawdę nic nie rozumiesz, prawda?- spytał lekko rozbawiony.
-Oddaję ci moją duszę wzamian za życie rodziców. Co tu jest do rozumienia?
-Tak się składa że jak to podpisujesz to tylko swoją krwią, a jak już to zrobisz to twoja dusza będzie moja, a ja jestem szatanem.
-Eeee... moment, kim?!!!
-Diabłem, szatanem, upadłym aniołem.... ludzie różnie mnie nazywają- znów się uśmiechnął. Nie wiem dlaczego, ale zapomniałam o wszystkim. O tym dlaczego to robię, o rodzicach. Byłam zajęta jedynie wpatrywaniem się w samego szatana i układaniem sobie tych wszystkich chorych spraw w głowie.
-Bo ja.. no...ok. Dobra daj mi jakiś nóż.
Szatan znikł i pojawił się za mną, ze sztyletem w dłoni, drugą wyciągając przede mnie, dając mi do zrozumienia, że mam mu dac swóją rękę. Zrobiłam tak. Ostrze powoli przecięło moją skórę. Poczułam bół.
-Co mam z tym zrobić?- spytałam stojąc jak idiotka, z wyciągniętą przed siebie, krwawiącą ręką.
-Wystarzczy, że kilka kropel spadnie na kartkę- podstawił mi ją pod ranę.- I już. Po wszystkim. teraz złotko jesteś moja.
Pogłaskał mnie i znkł... Miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. A! Formułka! W tej chwili pojawił się obok mnie z jakąś starą jak świat księgą i pokazał fragment który miałam przeczytać. niestety musiał mi podpowiedziec jak to wymówić, bo było chyba po łacinie. Przeczytałam. Facet stanął na przeciw mnie i pocałował mnie w czoło. Poczułam wielkie ukłucie, w środku, a potem na moment zatrzymało mi się serce. Przytrzymał mnie i poczekał, aż złapię równowagę. Potem znikł.
-Emily! Em! Nic ci nie jest?- rzucili się na mnie rodzice.
-Nie...
-Gdzie on jest?- spytał tata.
-Ale kto?- udawałam, że nie wiem o kogo chodzi.
-Nikogo tu nie było?- był zdziwiony. Doskonale wiedział co tu się stało.
-Nikogo.
-To dobrze.
5 minut później, siedziałam na kanapie, a rodzice rozmawiali w kuchni. Poczułam dym, a po chwili ujrzałam płomienie. Wybiegłam z domu, po drodze zabierając za obrożę Buffy. Stanęłam na ulicy. Wołałam rodziców, ale na marne. Wiedziałam. Wiedziałam, że tym razem nie ożyją. To był już koniec. Zrozpaczona osunęłam się na ziemię i płacząc wtuliłam się w psa.

Rozdział 1

Obudziłam się przerażona własnym snaem. Właściwie nie pamiętam nawet co to było, ale miałam jakieś dziwne deja vu. Przeczucie kazało mi zejść na dół. Powoli wysunęłam się spod kołdry i podeszłam do lampki na biurku. Nie zapaliła się. Spróbowałam jeszcze raz i jeszcze raz, i kolejny. Nic.
-Pewnie wywaliło korki- powiedziałam sama do siebie.
Sięgnęłam pod poduszkę po telefon i oświetliłam nim sobie drogę. otworzyłam drzwi i ostrożnie ruszyłam w stronę schodów. W tym momencie na dole ktoś włączył telewizor. Byłam pewna, że to odzice wrócili z Egiptu.
Uradowana zbiegłam po schodach o mało sie nie zabiając, ale w domu poza mną nikogo nie było. Zaczęło mnie zastanawiać jakim cudem telewizor sam się włączył. Nagle wszystkie urządzęnia w domu tzn. pralka, suszarka, mikrofalówka, radio itp. zaczęły huczeć.Pisnęłam i wszystko ucichło. Zrobiłam krok do przodu i światło zapaliło się. Kolejny krok i się zgasiło.
Obudziłam się z wrzaskiem. Usiadłam na łóżku, po czym wyskoczyłam prosto do lampki. Zadziałała. Więc to wszystko był sen. Na szczęście, albo i nie, bo to już 4 taki sam w tym tygodniu. Za każdym razem budzę się, schodzę na dół wszystko się włącza, a potem budzę się na prawdę i biegnę do lampki. To mnie zaczynało przerażać... Spjrzałam na zegarek, 06:23. Słońce już wschodziło. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w KLIK , a moje prawie do pasa już, blond loki lekko przejechałm palcami. Zbiegłam na dół i od razu zostałam staranowana przez swojego psa- doga o imieniu Buffy. Wyszłam z nią na szybki spacer, w pośpiechu zjadłam jabłko, chwyciłam torbę i wyszłam do szkoły. Lekcje minęły mi dość szybko, jak zawsze w piątek. Dzisiaj mieli wrócić rodzice. Kiedy pod domem zobaczyłam ich samochód, pędem wleciałam przez przedpokój i kuchnię, do salonu i stanęłam. Nie sama z siebie. Po prostu nie mogłam się ruszyć, ale ważniejsze jest to co tam zobaczyłam. Moi rodzice nie żyli....

sobota, 5 maja 2012

Bohaterowie

Emily Blake- odważna, inteligentna i lojalna szesnastolatka. Dla swoich najbliższych zrobi wszystko. Często zakochuje się w paru osobach na raz, co prawie zawsze komplikuje jej wiele spraw.


Damon- tajemniczy, groźny i przystojny posiadacz duszy Emily. Stara się nie dopuszczać do siebie uczuć innych niż złość, nienawiść i gniew, lecz przy Em staje się miły i opiekuńczy.


Harry Styles- osiemnastoletni chłopak Emily. Wesoły i kochany i bardzo zazdrosny. Zrobi wszystko by tylko uszczęśliwić swoją dziewczynę.

Louis Tomlinson- zabawny, pomysłowy. Przyjaciel Emily, a nawet coś więcej.


Niall Horan- kolejny chłopak Em. Okropny żarłok. Zabawny i bardzo opiekuńczy.


Liam Payne-najlepszy przyjaciel Emily, od przedszkola, jest dla niej jak starszy brat. Bardzo się o nią troszczy, bo przypomina mu jego zmarłą młodszą siostrę. 

Karu Horan- młodsza siostra Niall'a. Najbliższa przyjaciółka Emily. Odważna, sprytna, wygadana i pomysłowa. Jest w wieku Em.



Zayn Malik- zabawny, uroczy, ale fałszywy chłopak Emily. Rozkochuje w sobie dziewczynę, żeby łatwiej było ją złamać. Potrzebuje kilku informacji, które zna tylko i wyłącznie ona, aby je wykorzystać przeciwko Damonowi.

Prolog

Stałam po środku lasu. Sama. Była noc. Powinnam wracać do domu, ale nie obchodziło mnie to. Teraz nic mnie już nie obchodziło i miałam wszystko gdzieś, całe moje życie się zawaliło. Chciałm nie żyć. Chciałam żeby ktoś mnie zabił, z resztą sama bym to teraz chętnie zrobiła. Jedynym co mnie utrzymywało przy życiu było to, że jetem nieśmiertelna...