Obudziłam się o 11.00. Była sobota. Nie chciało mi się wstawać. Właściwie nie chciało mi się nic rozbić. Na samo przypomnienie wczorajszej rozmowy z Damonem, od razu, mimowolnie się uśmiechnęłam. Wstałam z łóżka i usłyszałam jakieś odgłosy z dołu. To była babcia i ktoś jeszcze. Chciałam zejść i zobaczyć kto to, ale byłam tylko w piżamie. A raczej bokserkach i koszulce Harrego. Zawsze tak spałam. Moment... ten głos, znam ten głos...
-HARYYYY!!!- wydarłam się na całe gardło, zbiegłam na dół i rzuciłam się ukochanemu na szyję.
-Cześć Em.- pocałował mnie na powitanie.
-Co ty tu robisz? Miałeś być jutro.
-Chciałem ci zrobić niespodziankę, ale skoro nie chcesz- udawał, że jest smutny.
-Oczywiście, że chce!-pocałowałam go. Uśmiechnął się. Kochałam te jego dołeczki.- Ale wieczór mam zajęty...-popatrzył na mnie pytająco.- No przychodzi koleżanka.
-Ok. Do wieczora jesteś moja- wziął mnie na ręce i zabrał do mnie do pokoju. Babcia się uśmiechnęła.
***
Dochodziła 19.00. Siedzieliśmy z Harrym u mnie w pokoju. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Poruszyliśmy temat rodziców. Oczywiście nie wspomniałąm nic o Damonie. Cały czas się śmiałam. Do drzwi zadzwonił dzwonek.
-Emily! Ktoś do ciebie! Ja idę do sklepu!- krzyknęła babcia.
Zerwałam się z łóżka i zbiegłam na dół. Hazz oczywiście pobiegł za mną.
Przede mną stał, jak zwykle cały na czarno ubrany Damon, posiadacz mojej duszy i po części moich uczuć, choć uparcie nie dopuszczałam do siebie tej myśli.
-Dobry wieczór, kochanie-posłał mi najpiękniejszy ze swoich uśmiechów.
-Hej.
-Kto to?- no tak Harry. Musiał za mną schodzić na dół?!
-Eee... to jest...- nie wiedziałam w sumie co powiedzieć.
-Jestem Damon, przyjaciel Emily- przedstawił się.
-A tak, hej, Harry. Jej chłopak.- na te ostatnie słowo Damonowi coś rozbłysło w oczach, ale od razu to opanował.
-Miło mi. Idziemy? Twój chłopaczek chyba poradzi sobie bez ciebie przez 3-4 godziny?
-Tak, dam sobie radę. Emily, nie miałaś gdzieś wyjść z koleżanką?
-Harry...
-Ok. Nie gniewam się.
-To pa, ja idę.- rzuciłam i już chciałam wychodzić, ale Harry przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Nie tak jak zwykle, jakby nie chciał mnie zranić, delikatnie.Nie puszczał mnie przez jakieś pół minuty. Wiedziałam, że robił to na pokaz. Ach, mój kochany zazdrośnik.
Kiedy w końcu wyswobodziłam się z objęć loczka, podeszłam do "pana złego" i zamknęłam za sobą drzwi.
-Strasznie drażliwy ten Harry- stwierdził Damon.
-Byłeś nie miły...
-Przepraszam
-Ok.
Resztę drogi do lasu przeszliśmy w milczeniu. Stanęliśmy dokładnie w tym samym miejscu, w którym poprzednio się zgubiłam.
***
Po 3 h, byłam nauczona wszystkiego. Byłam nadzwyczajnie szybka i silna, zabiłam 1 osobę i pożywiłam się. W końcu zahamowałam ten głód. Damon powiedział, że mogę wyłączać swoje emocje i uczucia, co pomogło. Inaczej nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła.
-Wszystko umiesz. Idziemy- cały czas był jakiś inny, niż poprzednim razem.
-Ej...
-Co?
-Dlaczego taki jesteś?
-Jaki?
-Oschły, zimny, nie tak jak wczoraj..
-A czego ode mnie oczekujesz?- chyba się denerwował.
-Trochę radości...
-Radości?! Emily, czy ty nie rozumiesz że jestem diabłem? Nie będę się cieszył. Twoja obecność tak na mnie wpływa, co nie jest dobre! Nie będę szczęśliwy!!! Koniec. Odprowadzić cię?
-Nie dzięki, umiem chodzić.
-Wątpię. Nie trafisz.
-Dam rade.
-Jak sobie życzysz- powiedział i znikł.
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie. Po 5minutach zadzwonił mój telefon.
-Tak?
-Emily Blake?- spytała jakaś kobieta.
-Tak...
-Dzwonię ze szpitala. Mam dla pani przykre wiadomości...- nie, wiedziałam co teraz powie. Albo chodziło o babcię, albo o..- Harry Styles nie żyje.
-Co?! Nie!, Nie, nie nie. Co się stało?
-Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
-Ja...- głos mi się załamywał.- Dziękuję za informacje, Do widzenia.- wykrztusiłam i się rozłączyłam. Stanęłam, nie mogąc uwierzyć, w to co usłyszałam. Zaczęłam płakać.Stałam po środku lasu. Sama. Była noc. Powinnam wracać do domu, ale nie obchodziło mnie to. Teraz nic mnie już nie obchodziło i miałam wszystko gdzieś, całe moje życie się zawaliło. Chciałam nie żyć. Chciałam żeby ktoś mnie zabił, z resztą sama bym to teraz chętnie zrobiła. Jedynym co mnie utrzymywało przy życiu było to, że jetem nieśmiertelna...
W tej chwili pojawił się Damon. Bez słowa, po prostu podszedł do mnie i mnie przytulił. Staliśmy tak dłuższy czas, moje łzy mocno zmoczyły mu koszulę, a on tylko mnie głaskał. po chwili oderwałam się od niego,
-Ty! To ty go zabiłeś!
-Ja...Nie chciałem, to tak wyszło. Byłem zły, przepraszam, żałuję...- widać było, że mówi prawdę. Żałował. nie mogłam w to uwierzyć. najgorsza istota na świecie, żałowała, że kogoś zabiła. A robił to już nie raz.
-Ale..
-Wybacz mi, proszę...- wziął mnie za rękę.
-Nie mogę... Znaczy, wierzę że ci przykro, ale to był mój Harry. Ja go kochałam.
-Mówiłem, że przepraszam.
-Tak, ale nie może być tak, że robisz coś takiego. Że zabijasz kogoś ze złości. To nie powód!- mówiłam przez łzy.- Twoje przepraszam mi go nie odda!- byłam wściekła, choć wiedziałam, że jeśli powiem o jedno słowo za dużo to może mnie zabić.- Przyjmuję twoje przeprosiny, ale nie wybaczam.
Odwróciłam się na pięcie i biegiem ruszyłam do domu babci. Ledwo zamknęłam za sobą frontowe drzwi, osunęłam się na ziemie i płakałam. Tak chyba przez całą noc..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz