Na kanapie zobaczyłam rodziców. Może nie tyle co rodziców, ale ich zwłoki. Nad nimi stał dość wysoki, przystojny mężczyzna w kruczo czarnych włosach. Wyglądał na ok. 23 lata, miał na sobie czarno-szare ubrania. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i powiedział:
-Emily, kochanie, tak mi przykro...
-Nie! To ty im to zrobiłeś!- byłam wściekła.
-Oj, nie denerwuj się tak- mówił takim spokojnym i opanowanym tonem, że wszystkie te złe emocje opuściły mnie w ciągu sekundy. Byłam zrelaksowana i spokojna.- Ja chcę tylko pomóc. Bo widzisz, ja mogę przywrócić twoim rodzicom życie, w zamian za...
-Za...?- doptywałam się.
-Za twoje. Nie chodzi o twoją śmierć. Raczej o twoją... duszę. Tak! Duszę. Chcę, abyś oddała mi swoją duszę.
-Co?!- nagle oprzytomniałam. -Że co proszę?! Ty ich zabiłeś. Czegoś takiego nie da się odwrócić. I kim ty właściwie jesteś? Czemu ja nie mogę się ruszyć?!
-Och, Emily, Emily... Po co tyle nerwów? To naprawdę trudne do pojęcia, ale zrobię to w zamian za jedną małą przysługę.
-Dobrze- byłam pewna siebie. W sumie to nie wierzyłam w czary i mało mnie to interesowało, jak on to zrobi, ale oni musieli żyć.
-Słucham?- Uśmiechnął się do mnie. Coś było w tum uśmiechu, co mnie zarazem przerażało i pociągało.
-Ok. Zgadzam się. Oddam ci swoją duszę, czy co tam sobie chcesz, ale masz ich ożywić, albo wskrzesić.... Po prostu mają żyć!
-Pięknie!- klasnął w dłonie i szybkim krokiem ruszył w moją stronę.- Jedyne co musisz zrobić to podpisać o to tutaj- wręczył mi jakąś zniszczony pergamin z napisami, w jezyku, którego nie znałam.- I wypowiedzieć pewną formułkę.
-Masz długopis?
-Hahaha!- widać rozbawiłam go tym pytaniem.
-No co?
-Ty naprawdę nic nie rozumiesz, prawda?- spytał lekko rozbawiony.
-Oddaję ci moją duszę wzamian za życie rodziców. Co tu jest do rozumienia?
-Tak się składa że jak to podpisujesz to tylko swoją krwią, a jak już to zrobisz to twoja dusza będzie moja, a ja jestem szatanem.
-Eeee... moment, kim?!!!
-Diabłem, szatanem, upadłym aniołem.... ludzie różnie mnie nazywają- znów się uśmiechnął. Nie wiem dlaczego, ale zapomniałam o wszystkim. O tym dlaczego to robię, o rodzicach. Byłam zajęta jedynie wpatrywaniem się w samego szatana i układaniem sobie tych wszystkich chorych spraw w głowie.
-Bo ja.. no...ok. Dobra daj mi jakiś nóż.
Szatan znikł i pojawił się za mną, ze sztyletem w dłoni, drugą wyciągając przede mnie, dając mi do zrozumienia, że mam mu dac swóją rękę. Zrobiłam tak. Ostrze powoli przecięło moją skórę. Poczułam bół.
-Co mam z tym zrobić?- spytałam stojąc jak idiotka, z wyciągniętą przed siebie, krwawiącą ręką.
-Wystarzczy, że kilka kropel spadnie na kartkę- podstawił mi ją pod ranę.- I już. Po wszystkim. teraz złotko jesteś moja.
Pogłaskał mnie i znkł... Miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. A! Formułka! W tej chwili pojawił się obok mnie z jakąś starą jak świat księgą i pokazał fragment który miałam przeczytać. niestety musiał mi podpowiedziec jak to wymówić, bo było chyba po łacinie. Przeczytałam. Facet stanął na przeciw mnie i pocałował mnie w czoło. Poczułam wielkie ukłucie, w środku, a potem na moment zatrzymało mi się serce. Przytrzymał mnie i poczekał, aż złapię równowagę. Potem znikł.
-Emily! Em! Nic ci nie jest?- rzucili się na mnie rodzice.
-Nie...
-Gdzie on jest?- spytał tata.
-Ale kto?- udawałam, że nie wiem o kogo chodzi.
-Nikogo tu nie było?- był zdziwiony. Doskonale wiedział co tu się stało.
-Nikogo.
-To dobrze.
5 minut później, siedziałam na kanapie, a rodzice rozmawiali w kuchni. Poczułam dym, a po chwili ujrzałam płomienie. Wybiegłam z domu, po drodze zabierając za obrożę Buffy. Stanęłam na ulicy. Wołałam rodziców, ale na marne. Wiedziałam. Wiedziałam, że tym razem nie ożyją. To był już koniec. Zrozpaczona osunęłam się na ziemię i płacząc wtuliłam się w psa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz