sobota, 12 maja 2012

Rozdział 3

3 dni później
Rodzice nie żyją, mieszkam z Buffy u babci, podpisałam umowę z diabłem i co bym nie zrobiła, jestem głodna, a w tej chwili moim największym problemem było to, że nie miałam się w co ubrać. Co prawda miałam tu sporo swoich ciuchów, ale dziś był pogrzeb, a ja nie posiadałm nic czarnego. Do pokoju zapukała babcia:
-Tak?- spytałam.
- Em, mam dla ciebie sukienkę. Należała do twojej mamy.Bardzo ją lubiła. Myślę, że będzie na ciebie akurat- położyła śliczną sukienkę KLIK na łóżku i wyszła.
Przymierzyłam ją i KLIK i ze łzami w oczach podeszłam do lustra. Stała w nim średniego wzrostu, blond włosa dziewczyna. Jej długie loki opadały na ramiona. To nie była ta sama Emily, która tak bardzo cieszyła się życiem. Która zawsze była uśmiechnięta i wesoła. Ta Emily miała czarne oczy, lekko przejechane tuszem, ale i tak trochę rozmazane. Była bledsza i chudsza. A co najważniejsze poważna, smutna i bez żadnej nadziei.

***
Po pogrzebie przebrałam się w KLIK i wyszłam się przewietrzyć. W pobliżu był las. Ściemniało się, ale pmyślałam, że zdążę się choć na chwilę przejść. Po 20 minutach nawet nie wiedziałam gdzie jestem. Cały ten czas szłam przed siebie, nie patrząc dokąd. Było ciemno, a między drzewami wiła się mgła. Coraz bardziej się bałam. Widziałam takie sceny w horrorach i najczęściej osoby na moim miejscu raczej marnie kończyły. Chciałam sobie stamtąd iść, ale nie wiedziałam którędy.  Przypomniał mi się w tym momencie mężczyzna, który zamordował moich rodziców. On jak na zawołanie pojawił się tuż obok mnie.
-Matko!- wystrzaszyłąm się.
-Witaj moje droga- mówiąc to pocałował mnie w rękę. Nie wiedziałam co miałam robić. Jeśli naprawdę był tym za kogo się podawał, to wydawał się jakiś miły.
-Hej.
-Potrzebujesz mnie. Zgubiłaś się. No a poza tym chyba mało o mnie wiesz i o naszej umowie także.
-Tak, tak jakby.
-No więc na imię mam Damon. Jestem szatanem jak już wiesz. Od niedawna twoja piękna dusza należy do mnie, co oznacza się ty także jesteś moja. Ze względu na to, że cię polubiłem postanowiłem, ze będziesz przeze mnie i moje demony szanowana. To znaczy, że cię nie zabiję jak na razie, a nawet będę z tobą w dość przyjaznych stosunkach, o ile tego chcesz- popatrzył na mnie pytająco.
-No... chcę. Tak myślę.
-Wiedziałem. Musze przyznać, że jesteś całkiem odważna. Nie wiem czy zauważyłaś, ale jesteś właśnie w środku nocy, w lesie, gdzie nikt cię nie usłyszy, w toważystwie diabła, który prawie jako jedyna osoba na świecie może cię zabic. Ale nic. Choć naprawdę mi to imponuje.
-Taaa. Dzięki. Rzadko boję się, na tyle żeby to okazywać. A poza tym gdybyś chciał mnie zabić, to już dawno byś to zrobił, zamiast stać tak i mi się tu zwierzać- na jego twarzy malował się lekki podziw.
-Mądra dziewczyna. Teraz wyjaśnię ci moja droga, parę spraw. Po pierwsze jesteś nieśmiertelna, oznacza to, że poza mną zabić może cię jedynie, pewna stara, magiczna metoda, której używa się do zabijania czarownic.  Po drugie jesteś nadzwyczajnie szybka i silna. Nie musisz jeść normalnego jedzenia żeby przeżyć. Żywisz się krwią, ale oczywiście nic się nie stanie jeśli będziesz jadła i piła to co zwykle, choć jedyne co ci to beddzie dawać to smak. To cos jak bycie... wampirem.
-Aha...
-Wspaniała. Idealna. Piękna, młoda, odważna, po stracie. A do tego jej korzenie i umięjętności- mówił sam do siebie. To było dość dziwne, i nie wiedziałam o co mu chodzi z tymi korzeniami i umiejętnościami , ale nie to mnie wtedy interesowało.  On był naprawdę przystojny. Czarne oczy, włosy, idealne rysy twarzy. Teraz gdy był w samym T-shircie, było widać, że był dobrze zbudowany. Nawet nie zauważyłam, że staliśmy oboje, wpatrując się w siebie, w ciszy dłuższy czas. W końcu on pierwszy się dezwał:
-Czas się zbierać. Odprowadzę cię do domu. Bardzo ciekawi mnie dlaczego jestes taka spokojna. Przed chwilą dowiedziałaś się, że żywisz się krwią, jesteś nieśmiertelna, pijesz krew i należysz do mnie. I nic. Żadnych emocji?
-Ja raczej nie okazuję emocji. Po prostu. Od zawsze. Potrafię kontrolować strach, smutek albo radość...Teraz moja kolej. Czemu jesteś człowiekiem. Albo po prostu go przypominasz? Nie możesz być kimś innym?
-Mogę. Ale nie chcę. To lubię najbardziej. Człowiek, poza stworzeniami nadnaturalnymi jest najwspanialszą istotą. No i jest mi łatwiej pokazać się w miejscu publicznym pod tą postacią, ale to tylko pozory. Na prawdę jestem aniołem cienia. Takim złym... Teraz ja. Opowiedz mi coś o sobie. O swoim życiu... Chciałbym cię lepiej poznać.
-No więc, na początek, nienawidzę mówić o sobie- Damon zaśmiał się.-  Mam szesnaście lat. Wyglądam... tak jak widzisz. Mieszkam z babcią. Mam chłopaka, nazywa się Harry. Teraz jesteśmy jakby... no, powiedzmy, że zrobiliśmy sobie przerwę. Te ostatnie wydarzenia mocno na mnie wpłynęły i trochę się zmieniłam. On jest teraz w Kanadzie i za 2 dni wraca. Mam psa o mieniu Buffy. To dog niemiecki, arlekin. Dostałam ją 4 lata temu na urodziny.  Eee... mogę przestać? Bo jakoś.. mogę kiedy indziej?
-Ależ oczywiście- cały czas nie odwracał ode mnie wzroku.
-Czy ty masz uczucia?- wymsknęło mi się. Od początku tej rozmowy chciałam o to zapytać. Przez chwilę w ogóle się nie odzywał, więc myślałam już, że powiedziałam coś nie tak.
-Mam. Ale głównie jest to złość, nienawiść, zazdrość, no wiesz, te negatywne. Taka już jest moja natura. Jest mi trudno żywić do kogoś inne uczucie. pozytywne uczucie... choć gdy jestem przy tobie....- powiedział tak cicho, że ledwo usłyszałam Odgarnął mi włosy z twarzy. Zrobiło mi się jakoś dziwnie miło. Choć to kompletnie niedorzeczne, to czułam się przy nim bezpiecznie. Dobrze. Zapominałam o wszystkich moich problemach. Rozmyślając tak zauważyłam że stoimy przed domem mojej babci.
-Pa, do... kiedyś tam.- już chciałam otwierać drzzwi, kiedy on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Pamiętaj, nie pokazuj przy innych, tego kim jesteś. Jutro spotkamy się ok. 19:00. Nauczę cię wszystkiego. Do tego czasu dasz radę wytrzymać z głodem. I...-pogłaskał mnie po policzku.- dobranoc Emily.
-Dobranoc Damon... jeśli śpisz.
-Tak, śpię.- rozbawiłam go lekko moją wypowiedzią.- Do jutra moja droga-powiedział i znikł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz